Menu nowe

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dolina Kościeliska cz. II, czyli Wąwóz Kraków

Czołem w Nowym Roku!

Obiecałam sobie, że ten wpis dodam jeszcze w 2016 - nie do końca mi to wyszło, aczkolwiek muszę powiedzieć, że większa jego część powstała jeszcze przedwczoraj. Nie ma co marudzić - biorę się do roboty! Dziś zabieram Was na dalszy spacer po Dolinie Kościeliskiej. Dowiecie się, który odcinek trasy okrzyknęłam moim ulubionym i dlaczego w Tatrach warto pamiętać o latarce

W poprzednim wpisie, w którym to opisałam część pierwszą naszej wędrówki po Dolinie Kościeliskiej i nasze przygody z Jaskinią Mylną  - obiecałam też więcej zdjęć z samej Doliny. Słowa dotrzymam: 

dolina kościeliska - wąwóz kraków i smocza jama

(żeby było łatwiej: od lewej: C., P. i K.)

Kontynuując nasz spacer - po wróceniu ta trasę główną (dla zapominalskich: zeszliśmy z J. Mylnej) - idziemy, idziemy i w końcu dochodzimy do Schroniska na Hali Ornak, gdzie nasza trasa dobiega końca, więc uznaję, że to odpowiedni moment, żeby to uczcić pozując z C. do zdjęcia: 


Hala Ornak

Poustawiane w całej Dolinie ławeczki i stoliki to świetny pomysł - turyści mogą w pięknych okolicznościach przyrody cieszyć się posiłkiem czy po prostu rozkoszować się chwilą relaksu. 

Hala Ornak


W drodze powrotnej planowaliśmy po raz kolejny zboczyć z trasy - tym razem na Wąwóz Kraków, który uważany jest za najpiękniejszy wąwóz skalny Tatr Zachodnich . Zdjęć z aparatu brak (całkowicie się rozładował) - posiłkowaliśmy się telefonami, więc musicie wybaczyć mi jakość zdjęć poniżej.

Co warto zobaczyć w Dolinie Kościeliskiej - Wąwóz Kraków


We wpisie "pierwszy wyjazd w Tatry - jak się przygotować" - wspominałam o nieprzygotowaniu się pewnej rodziny z dzieckiem, która musiała zawrócić (mimo, że trasa była jednokierunkowa), bo robiło się zbyt ciężko. Zaraz zobaczycie o co chodziło. 

Początkowy odcinek prowadzi nas między górami - dość wąskim kanionem skalnym. Podłoże w całości pokryte jest kamieniami i gałęziami. Potem dochodzimy do miejsca, w którym trzeba wspiąć się po ustawionej pionowo metalowej drabinie (już wiem, że będzie moc!). Mam rację - na drabinie się nie kończy, bo zaraz za nią jest strome podejście z łańcuchami. 


dolina kościeliska, smocza jama

Dolina Kościeliska, smocza jama

Smocza Jama, czyli podejście z wieloma atrakcjami


Po raz kolejny to nie koniec, bowiem dochodzimy do jaskini, a konkretniej do Smoczej Jamy. Dalszą część trasy można pokonać na dwa sposoby - po łańcuchach dookoła (omijając w ten sposób Smoczą Jamę), bądź bezpośrednio przez jej środek, czemu również towarzyszą łańcuchy. Bez wahania za większą "atrakcję" uznajemy opcję nr 2. 

Jak już się pewnie domyślacie - odcinek od momentu wejścia na drabinę do przejścia przez Smoczą Jamę - to zdecydowanie mój ulubiony fragment naszego spaceru po Kościeliskiej.

Pod Jaskinią spotkamy dwójkę turystów, którzy mówią nam, że nie wiedzą, co dalej robić. Przez jaskinię nie przejdą, bo nie mają własnego światła - obeszli więc Smoczą Jamę na około po łańcuchach, ale dalej nie ma żadnych śladów, więc nie wiedzą gdzie iść. 

Za nami szło dodatkowo 3 czy 4 osoby. Uzbierała się spora grupa. Okazało się, że na nas wszystkich mamy tylko jedną latarkę, a konkretniej telefon. Zaczęła się współpraca - to lubię! Telefon wędrował z rąk do rąk i każdy komuś świecił, żeby umożliwić mu wspięcie się po łańcuchach.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o P. Moja rola w jaskini nie kończyła się na wspinaniu czy świeceniu latarką, bo dodatkowo musiałam ratować naszą P. Jedną ręką trzymając się łańcucha - wysadzałam ją do góry, bo nie mogła się wspiąć. K., która przeszła pierwsza (P. szła między nami) miała podobno niezły ubaw widząc całą sytuację.  Za każdym razem, gdy patrzę na poniższe zdjęcie - uśmiech nie znika mi z twarzy:





Dolina Kościeliska - wąwóz Kraków
Okazało się, że rzeczywiście za Smoczą Jamą ślady są zasypane, ale na szczęście mniej więcej wiemy gdzie iść - ośnieżoną polaną w dół (Polana Pisana). To była już końcówka tej trasy, którą finalnie dochodzimy z powrotem do Doliny Kościeliskiej.

wąwóz kraków

Dolina Kościeliska, Wąwóz Kraków

Tak oto zakończyła się nasza tatrzańska rozgrzewka w Dolinie Kościeliskiej. Drugiego dnia poprzeczka poszła lekko w górę, ale o tym następnym razem.


Przy okazji życzę Wam, żeby rok 2017 był pełen uśmiechu i radości
... no i wielu podróży!
 A jeśli macie ochotę zobaczyć jak wygląda moje podsumowanie 2016 - zapraszam na facebook`a.  


Dyrdymała.

29 komentarzy:

  1. W okolicach tych bywała głównie jako dziecko, później już jako dorosła kobieta wracałam w te okolice parę razy. Mam ogromny sentyment do całych Tatr, jak i do tatrzańskich dolin :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam latem w Wąwozie Kraków, a i tak zaskoczyły mnie warunki. Tego dnia akurat miałyśmy dzień relaksu - spacer w adidaskach po Dolinie Kościeliskiej itp. No i postanowiłyśmy zajrzeć do Wąwozu - a tam klamry, łańcuchy i było trochę stresu ;) Ale fajny to szlak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj faaaaajny, właśnie te klamry i łańcuchy to dla mnie mega pozytywne zaskoczenie - zawsze jakaś dodatkowa "atrakcja" !

      Usuń
  3. Dolina Kościeliska to moje ulubione miejsce w polskich górach. A wszystko dzięki sentymentowi i pierwszej wyprawie w góry za dzieciaka z rodzicami, oczywiście zimą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstra :). Ja też pewnie będę miała ten sentyment, bo to był mój pierwszy raz w Tatrach.

      Usuń
  4. Aż sama nabrałam ochoty wybrać się tam na spacer :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłem kilka lat temu w Wąwozie Kraków latem, też zrobił na mnie wielkie wrażenie. Świetne miejsce w Tatrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Właśnie chętnie wybrałabym się tam jeszcze latem, gdy wszystko będzie zielone.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest i Wąwóz Kraków :) fajne zdjęcia. Drugiego dnia w górę czyli co Ornak? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wieki mnie tam nie było ;) Choć ja wolę poczekać na cieplejsze dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę obawiałam się tej pogody, ale było pięknie i zakochałam się w Tatrach :). Chociaż na kwiecień/maj w górach też mam ochotę.

      Usuń
  9. W Tatrach jeszcze nie udało mi się być. Co roku obiecuję sobie, że właśnie tam pojadę :) Powiem też, że nigdy jeszcze nie widziałam zdjęć z Tatr w zimowej szacie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu trzeba zrealizować obietnicę i pojechać - ja gorąco polecam! Powiem szczerze, że byłam trochę sceptycznie nastawiona, a teraz już myślę o kolejnym górskim wyjeździe (no tak za kilka miesięcy) :).

      Usuń
  10. Uwielbiam góry! W Dolinie Kościeliskej byliśmy latem. Z dziećmi nie dało sie za bardzo poszaleć, ale i tak byłam szczęśliwa. Miłe wspomnienia ożyły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstra! Trochę podrosną i już będzie można "szaleć" :)

      Usuń
  11. W ostatnim tygodniu grudnia byłam w Dolinie Kościeliska. Najbardziej utkwiła mi w pamięci szarlotka zjedzona w schronisku;). A tak serio, to widoki zapierające dech. Dolina jest tak samo piekna zimą jak i latem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaale mam teraz smaka na szarlotkę :)! Ja jeszcze latem nie miałam okazji jej zobaczyć, ale zimą zrobiła na mnie spore wrażenie. Szczyty gór pokryte śniegiem - coś cudownego!

      Usuń
  12. Kocham Tatry i bardzo tęsknię za naszymi Polskimi górami. Mieszkam w Ekwadorze i tutaj nie jest tak prosto się wybrać w góry, bo niebezpiecznie, bo trzeba z grupą, bo przewodnik, bo bez nie wolno... Piękne zdjęcia i super, że zima nie jest przeszkodą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, jak egzotycznie! :) Zawsze pozostaje opcja wybrania się na urlop do Polski i odwiedzenia np. naszych Tatr. Chociaż zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to takie proste.

      Usuń
  13. Bylam I maszerowalam tam jakies 10 lat temu na wiosne, wiec byly piekne krokusy dookola. Cudownie! Uwielbiam ludyi z pasja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na te krokusy czaję się w tym roku :) !

      Usuń
  14. Wow, można się poczuć zupełnie tak, jakby się tam było. Wstyd się przyznać, ale moje jedyne osiągnięcia "górskie" to Kasprowy Wierch i Smerek w Bieszczadach. Podziwiam prawdziwych podróżników, takich jak Ty. Twój wpis jest cenny też dla tych, którzy dopiero planują podróż w tamtą okolicę - pokazuje, czego można się spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Smerek był pierwszym "szczytem", który zdobyłam i bez bicia przyznaję, że były momenty, że marudziłam i chciałam zawracać! Ja też jeśli chodzi o takie wyprawy - jestem początkująca. W zasadzie po Smerku na kolejny raz w górach skusiłam się dopiero teraz, tzn. w listopadzie. To był mój pierwszy raz na tatrzańskich szlakach i już wiem, że z pewnością tam wrócę, bo ten wypad sprawił, że zakochałam się w górach.

      Usuń
  15. Razu pewnego w Smoczej Jamie zgubiłbym swoją drugą połówkę (tak wiem, tam się nie idzie zgubić). W piątek pakuję tobołki i jadę ponownie, oby pogoda się wyklarowała, bo w telewizji straszą. ;)

    Pozdrawiam,
    Damian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no to nieźle! Rozumiem, że adrenalina była :)? Ooo zazdroszczę, chociaż rzeczywiście - prognozy nie są sprzyjające. Trzymam kciuki, żeby wyjazd się udał! :) Pozdrawiam.

      Usuń